Strona główna serwisu Strona główna forum

  Grupa:  Zupa storczykowa

 Temat:  Po kilku latach uprawa w orchidariach załamuje się...
  Strona:    [1] 2  3  4  5    Następna

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Jurek Błaszczyk
E-mail: jurekbe@poczta.fm
Data: środa, 8 sierpnia 2007 21:24:44
Witam uprzejmie,
W tym cytowanym przez Grażynę stwierdzeniu coś jest, dużo nawet tego COŚ Skromne doświadczenia podpowiadają mi, że uprawiane w witrynowych "ersatzowych" warunkach gatunki Aerangis, Gastrochilus wytrzymują w 90% trzy lata, w tym czasie rosną, kwitną, aż nagle trafia je jakiś "szlag", niekoniecznie będący bakteriozą/wirozą. Jakby miały dość tych zastępczych warunków
Tegoroczna inwentaryzacja pokazała, że mam niewiele roślin (u mnie) ponadtrzyletnich, a są to głównie hybrydy - falenopsis, katleja, oncidium, cymbidium i kilka kelogyne, te opisywane jako łatwe... Dwie Chiloschista są staruszkami, reszta młodsza, choć kolekcjonuję je z pięć lat
Już taką tezę badawczą "Dlaczego trzeci rok jest krytyczny dla gatunkowych storczyków?" przedstawiałem kiedyś Romkowi Kosinie, ale mnie ośmiał...

A teraz pytanie o szklarniowe warunki, czy tam zaaklimatyzowane gatunkowe storczyki też wykazują taką niechęć do "ersatzu"?
Pzdr Jurek

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Ewa Jóźwiak
E-mail: ewka@hejstorczyki.pl
Data: czwartek, 9 sierpnia 2007 14:52:11
Witam,

"A teraz pytanie o szklarniowe warunki, czy tam zaaklimatyzowane gatunkowe storczyki też wykazują taką niechęć do "ersatzu"?"

Ładnie nazwane niechęć do "ersatzu", one wręcz padają i to nagle. Chociaż ja nie wiem, czy powinnam zabierać głos, mam tylko namiastkę szklarni, skromny balkonik. Niechęć do "ersatzu" przerabiałam juz kilka razy.
Spotkałam się z takim określeniem "nieodpowiednie stosunki wodno - świetlne". To określenie jakby załatwia całą sprawę, zarówno chorób jak i zamierania roślin. Dlaczego rosną i kwitną przez trzy lata? Może chcą utrzymać gatunek w tym marnym sztucznym środowisku i rozsiać się. Gdzieś mają to może zapisane w genach.
Ciekawy temat, potrzeba wielu wypowiedzi żeby uformować tezę. Ile osób się przyzna, że padają im rośliny, kto to lubi .

Pozdrawiam
ewka

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Grażyna Siemińska
E-mail: g.sieminska@chello.pl
Data: czwartek, 9 sierpnia 2007 17:12:46

Witam,

Wszystkim czasem padają i jest to chyba najnormalniejsze zjawisko... . Przecież nie zawsze potrafimy utrafić w odpowiednie warunki, a i "wypadki" też się zdarzają .

Od pewnego czasu mam u siebie bazę, do której przenoszę rekordy "padniętych" roślin, zapisuję także prawdopodobną tego przyczynę (zalanie, zasuszenie, szkodniki, nie-wiadomo-co), ale nie obejmuje ona mojego całego ponad 6-cioletniego okresu zajmowania się storczykami. Zaczęłam już ją przeglądać, a jak skończę, to "wyniki opublikuję" Za dzień, dwa...

Pozdrawiam,
Grażyna

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Tomek Szewerniak
E-mail: vetom@wp.pl
Data: czwartek, 9 sierpnia 2007 19:12:06
Witam !
Dobra , przyznaję się - storczyki zbyt często u mnie padają. Przyczyny są przeróżne : najczęściej stres po transporcie, zalanie, zasuszenie, wełnowce i najrzadziej - choroby grzybowe.
W tym roku , kiedy kwitnie po raz pierwszy dużo katleji zobaczyłem jak wiele z nich jest porażonych wirusem mozaiki tytoniowej. I właśnie te rośliny były atakowane w pierwszej kolejności przez choroby , a zwłaszcza przez przędziorki i wełnowce. Zarażenie tym wirusem widać tylko po kwiatach , nie mniej osłabia on znacznie odporność rośliny. Być może storczyki które padają nagle lub bez wyraźnej przyczyny są porażone tego typu wirusem.
Obiema rękami podpisuję się pod teorią " O załamywaniu się uprawy storczyków w orchidariach...". Sam zaczynałem swoją przygodę ze storczykami od orchidarium zrobionego z 200 litrowego akwarium. Potem doszły kolejne akwaria. Po ok. 3 latach rośliny zaczęły marnieć ( głównie drobne vandowate i dendrobia). Zbudowałem więc duże orchidarium w piwnicy ( 2m x 1,5m x 0,7m ). Roślinom się polepszyło , ale już drugiej zimy wełnowce zjadły część kolekcji , a większość storczyków dostała plam na liściach. Teraz jest trzeci rok i wszystkie storczyki przeniosłem do małej szklarni , którą postawiłem wiosną . No, to mam jeszcze dwa lata spokoju... .
Pozdrowienia - Tomek

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Jurek Błaszczyk
E-mail: jurekbe@poczta.fm
Data: czwartek, 9 sierpnia 2007 20:44:18
Dzięki wielkie za dotychczasowy odzew, także o wiadomości na "priva" o wieeelkim szklarniowym padnięciu
Jeszcze wyjaśnię - nie chodzi mi tu o wełnowce, inne robaczki, bakterie, wirusy a także kozy (przypadek świeradowski mi znany ), ale o "nieznane przyczyny odmowy (dalszej) współpracy storczyka z uprawiaczem"
Jako wieloletni ex-hodowca ptaków różnych, głównie papug, głównie afrykańskich w razie widocznej choroby ptaka miałem spec-weta od diagnozy i leczenia, w razie zgonu innego spec-weta od sekcji w celu poznania przyczyny. Wygodne to było, nie? Robił ktoś sekcję storczyka, który niespodzianie zszedł?

To Pani Ewy "Może chcą utrzymać gatunek w tym marnym sztucznym środowisku i rozsiać się. Gdzieś mają to może zapisane w genach" to może jest odpowiedź... Ale też mi chodzi o takie kilkakrotnie kwitnące rośliny, które po trzech latach zupełnie niespodziewanie straciłem - te nie pasują do tego modelu.

Grażyna, Ty może nie podawaj tu żadnej listy padnięć, bo nie o to chodzi Domyślam się, że przy kilkuset roślinach nie jest to krótka lista, nawet kwartalna Jeśli natomiast masz takie przykłady, że coś pare lat rosło, kilkakrotnie kwitło, aż nagle niespodziewanie się zaczęło bez pomocy wełnowców i widocznych objawów choroby cofać w rozwoju i nie dało uratować - dawaj te przykłady
Pzdr Jurek

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Grażyna Siemińska
E-mail: g.sieminska@chello.pl
Data: czwartek, 9 sierpnia 2007 20:58:14

Witam,

Sprężyłam się i oto rezultat :

Spróbowałam trochę policzyć...

Przeglądnęłam rekordy 280 wyrzuconych roślin, czyli dość spora grupa. Nie brałam pod uwagę Phalaenopsis, które padły z powodu "śmiertelnej plamistości". Praktycznie są to tylko botaniczne storczyki + kilka pierwszorzędowych hybryd.
Moje storczyki uprawiam w 2 dużych szafach-orchidariach oraz w kilku akwariach.

A teraz wyniki:

Przed upływem roku padło 66 roślin, czyli 23,6%. Z tego około połowa (50%) padła z niewiadomych przyczyn, druga połowa z powodu przelania lub zasuszenia.
Mój komentarz: to są w większości błędy w uprawie nowych roślin , albo przychodzące (zakupione) rośliny nie są w wystarczająco dobrej formie .

Między 1 a 2 rokiem padło 95 roślin, czyli 34%. Z tego ok. 81% z niewiadomych przyczyn, a 19% z powodu zalania lub zasuszenia.
Mój komentarz: często rośliny te padały przez "zakwitnięcie się na śmierć" i niewydanie nowego przyrostu. Teraz już nieco poduczona przez Piotra Piesika często obcinam pierwsze pędy kwiatowe (po ich uprzednim uwiecznieniu na zdjęciach).

Między 2 a 3 rokiem padło 85 roślin, czyli 30,4%. Z tego tylko 11% z powodu zalania lub zasuszenia, ale 89% z niewiadomych przyczyn.
Mój komentarz: coś chyba rzeczywiście ten trzeci rok jest krytyczny.

Między 3 a 4 rokiem padło 30 roślin, z tego 10,2% z powodu zasuszenia (już nie ma zalania jako przyczyny! ), ale 90% z przyczyn niewiadomych.
Komentarz: kryzys się nieco pogłębił...

Między 4 a 5 rokiem padło 5 roślin, czyli 1,8%, z tego 1 (10%) zasuszona), a 4 (80%) nie wiem czemu.

Podsumowanie: warunki do uprawy mam jakie mam, mieszkanie w bloku i balkon, o szklarence mogę tylko marzyć i to jeśli wygram w totka , ale nie gram więc koło się zamyka. Staram się zapewniać moim roślinom możliwie najlepsze warunki, ale...
Zgadzam się z opinią o nieodpowiednich warunkach wodno-świetlnych. Moje vandowate rosnące przy sztucznym świetle stopniowo marnieją...
Co do wirusów.... no to badania powinny być zrobione, choć jak pamiętam z jakiejś, kiedyś u nas prelekcji, ich obecność na ogół uwidacznia się plamkami z widoczną aureolą...mam takowe na liściach cymbidiów...

I to by było na tyle mojej statystyki. Może ktoś mądry wyciągnie jakieś wnioski...

Pozdrawiam,
Grażyna

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Halina Roszkowska
E-mail: halina.roszkowska@paphiopedilum.pl
Data: czwartek, 9 sierpnia 2007 22:10:32
To może ja dorzucę coś do tego ważkiego tematu. Lutz Röllke opowiedział mi autentyczną historię pewnego ogrodu botanicznego, który miał kolekcję storczyków (no i optymalne wydawałoby się warunki). Pojawił się nowy dyrektor, zwolennik naturalnych metod ochrony roślin i zabronił używania chemii. W przeciągu dwóch lat kolekcja przestała istnieć. Wnioski wyciągnijcie Państwo sami. Kapustę, żeby rosła jak kapusta, też chyba trzeba pryskać i tyle.

Moje doświadczenia co do orchidarium: mam je krótko, 2003 - 2007. Kryzys przeżyło w roku 2005, wydawało mi się, że poznałam przyczynę (przez dłuższy czas zatkana wentylacja i brak wymiany powietrza). Wtedy wyglądało to tak, że storczyki padały prawie jednocześnie.
Przetrwało kilka zaledwie roślin, które mają teraz po 4 lata, co roku kwitną (teraz też mają pąki). Żeby było śmieszniej, każda jest z innego obszaru temperatur, a w orchidarium - cieplutko. Przeżyły również wszystkie tillandsje i bromelie, które u mnie sprawiają wrażenie "żelaznych liści".

Od zimy 2006, kiedy usprawniłam pewne szczegóły, do dziś - jest OK. Przez półtora roku padła jedna roślina, ewidentnie zalana. Ale to jeszcze zbyt mało czasu, żeby spać spokojnie.
Na wszelki wypadek mam też sporo paproci i właśnie bromelii i tillandsji - w razie czego robię las tropikalny bezstorczykowy

Pozdrawiam
Halina

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Ewa Jóźwiak
E-mail: Ewka@hejstorczyki.pl
Data: piątek, 10 sierpnia 2007 11:17:31
Witam,

w tym co Halina napisała też coś jest. Brak przepisu, jaką chemię stosować i kiedy. Tylko żeby ze storczykami nie było tak jak z soją, kukurydzą i innymi. Wyobrażacie sobie te wielkie mutanty, wszędzie kwitnące. Tajski raj storczykowy u każdego orchidmaniaka.

http://hanakoyomi.sunnyday.jp/omake19.html
Pewnie tak robią Japończycy, ich rośliny są zawsze piękne i bardzo okazałe, obficie kwitnące i na pewno starsze niż trzylatki. Brak oznak choroby czy zaniedbania. Rośliny na wystawach to właśnie wielkie mutanty.

http://www.orchideeenhoeve.nl/asp/default.asp?t=show&var=877
Holendrzy też są nieźli. W tym "Tropikalnym raju" można nawet wziąć ślub. Ale zapleczem jest oczywiście wielka szklarnia. Jest też sklep, przyjemne z pożytecznym.
Chyba się tam kiedyś wybiorę. A może ktoś mieszka w Holandii i pokarze to cudo.

We wszystkich miejscach które widziałam, szklarnia jest zapleczem, też dla ogrodu botanicznego. Kwitnące rośliny w koszach, donicach przynosi się z zaplecza i wstawia w tło roślinne. Tylko nieliczne mają swoje stanowiska stałe. Dlaczego?

Prywatna kolekcja właścicielki firmy Akerne, też jest ciekawie utrzymywana. Rośliny występują w trzech, dwóch egzemplarzach i znajdują się w różnych pomieszczeniach.
Dlaczego?

Pozdrawiam
ewka

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Halina Roszkowska
E-mail: halina.roszkowska@paphiopedilum.pl
Data: piątek, 10 sierpnia 2007 12:17:10
Ewo,
ja o chemii napisałam chcąc tylko zwrócić uwagę, że ta rodzina roślin jest być może jednak bardziej wrażliwa na sztuczne warunki, które się im tworzy w naszym klimacie.
Ludzie mają w domach często kilkudziesięcioletnie draceny, fikusy itd. i choroby nie są głównym tematem ich rozmów. Moja 40-letnia "barbórka" cierpi wyłącznie, gdy przez kilka tygodni zapomni się o podlewaniu, ale jest nie do zamordowania. (A zwolniłby mi się cały jeden parapet ).

A uprawiać orchidee przestrzegając kalendarza oprysków, kuracje antybiotykowe, cudowne środki stymulujące, to po prostu absurd.

Jeszcze jedna może być przyczyna. Nikt z nas nie może się powstrzymać i co roku uzupełnia kolekcję dziesiątkami (skromnie licząc) nowych nabytków. Mogą one być nosicielami Bóg wie czego i w optymalnych warunkach to "Bóg wie co" wcale nie musi się ujawniać. Jeśli jednak przechodzi na rośliny uprawiane już jakiś czas w naszych warunkach "wodno-świetlnych", to może doprowadzać do chorób.

Jeśli chodzi o orchidarium, to pamiętam wszystkie dyskusje o świetle, jakie widmo itd. Jedni byli zwolennikami starannego dobierania pod kątem roślin, inni pisali - nieważne jaka świetlówka, ważne, żeby świeciła i tak wszystko świetnie rośnie. To samo z wiatraczkami - jeden wystarczy, czy może więcej? A woda? Każdy ma swój wypróbowany system, który się w zasadzie sprawdza.
Wszyscy eksperymentujemy, a rośliny? Być może w krótszym okresie czasu to wytrzymują, a potem różnie bywa...

Pozdrawiam
Halina

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: arek
E-mail: corralus@o2.pl
Data: piątek, 10 sierpnia 2007 12:38:38
Tak sobie czytam tą ciekawą dyskusję i ...

Czy w tych orchidariach przeprowadzali Państwo raz an rok, raz na pół roku generalne sprzątanie? - wyjęcie roślin, porządne mycie, "przepłukanie roślin" ?
Moim zdaniem chodzi tu o nagromadzenie różnych dziwnych substancji, które może staja się dla roślin "bomba biologiczno-chemiczną"? - wiem że to karczemne czasem przedsięwzięcie, ale...
Czy dbają Państwo o wymianę świetlówek?

- dlatego nie montuje w orchidarium roślin na stałe (mimo wówczas ciekawszego efektu wizualnego) - żebym mógł wyjąć, umyć, przepłukać.

- starty w roślinach zawsze jakieś są, trzeba kilka "zamordować" żeby potem wiedzieć, jak, co ... (np. doświetlana i podgrzewana Masdevallia :-) - taki byłem zdolny kilka lat temu :-)

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: arek
E-mail: corralus@o2.pl
Data: piątek, 10 sierpnia 2007 12:52:27
I jeszcze jedno

- tak jak Halinka pisała, stale powiększamy kolekcje, na początku w orchidarium "dynda" kilka roślin - one rosną, dostawiamy nowe, montujemy kolejne i zaczyna być ciasno (choć na nasz gust jest "akuratnie"), nam to się podoba - taka mini jungla w ten sposób zmieniamy sami warunki uprawy tym rośliną niejako nieświadomie,

Takie jest moje zdanie.
Pozdrawiam

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Bożena Kostkiewicz
E-mail:  
Data: piątek, 10 sierpnia 2007 16:00:31
Regularnie (od połowy stycznia tego roku) zaglądam na to forum. Jednak dotąd nie zabierałam głosu w żadnej sprawie . więc chyba nadszedł moment aby to zmienić.
Jak u większości orchidmaniaków zaczęło się od pierwszego kupionego falka. Obecnie mam ich 14 - o pięknie rosnących korzeniach i liściach, że aż oczy się do nich śmieją,większość niestety przekwitła, poza jednym rekordzistą kwitnącym nieprzerwanie 5 miesięcy , ponadto 4 kwitnące dendrobia i jedno niekwitnące ale za to wypuszczające keiki (5 dorodnych odrostów), 3 sabotki i po jednej miltonii, cambrii i zygopelatum. Dodam, że te trzy ostatnie pięknie pachną. Jak na razie jako nowicjuszowi w temacie, uważam, że "idzie" nieżle bo nie straciłam jeszcze żadnego storczyka. Na razie obywa się bez chorób i robali, rośliny wyglądają na zdrowe, mają przyrosty liści, nawet po dwa (falki). Z kwiatami bywało różnie, część opadła w różnym czasie, część kwitnie do tej pory. Dlatego też zmartwiLa mnie wypowiedż Grażyny Siemińskiej i Ewy Juźwiak o tych stratach w ich kolekcjach. Taką wiedzę i doświadczenie jakie obydwie macie ... to tylko czapki z głów.... Z jednej strony wielka szkoda ale z drugiej jest to mimo wszysko budujące, że skoro tacy eksperci ponoszą straty to widocznie trzeba się z tym liczyć. Zobaczymy jak teoria załamania sprawdzi się u mnie
pozdrawiam Bożena

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Ewa Jóźwiak
E-mail: Ewka@hejstorczyki.pl
Data: piątek, 10 sierpnia 2007 18:45:22
Witam,
Sprzątanie, tak, policzyłam, trzy razy w roku. Jesienią czasami, wczesną wiosną ponieważ podłoga jest już wtedy mocno zadeptana (jest mokra, opadają i spadają kawałki roślin, podłoża, czasami keramzyt zostanie rozgnieciony itd.) i w lecie (okna są już bardzo zapryskane). Jest to szorowanie szczotką z dodatkiem ekstraktu CITROSEPT i różne chemie do oprysku roślin w zależności od potrzeb. Wysypywanie keramzytu, przepłukiwanie go, szorowanie skrzynek, podłogi i okien. Dwa tygodnie wyjęte z życia. W tym czasie następuje zmiana warunków dla roślin. Woda RO, przebadana, dodatek kranowej wg ostatnich zaleceń. Woda z nawozem podawana osobno, przez moczenie i oprysk.
Kto szoruje szklarnie u ogrodników? Tam się tylko sprawdza wodę i dezynfekuje chemią.

Panie Arku, powiększamy kolekcje nie tylko o storczyki, o rośliny uzupełniające tworzące klimat/środowisko, też. Chce pan powiedzieć, że paprotek u pana nie ma?

Myślę, że tak jak palmy, paprocie i inne rośliny przystosowały się do naszych domów tak i storczyki w niedługim czasie (pewnie nieliczne rodzaje) zawitają na parapety. Najlepszym przykładem jest Phalaenopsis i to co dzieje się z tym rodzajem. Mutant nad mutanty w różnych formach.

Mam trzy przykłady;
Aerangis punctata – mam dwie rośliny (w glinianej doniczce i na podkładce), obie wykonały w tym roku taki sam manewr. Wszystko na zdjęciu, rozwijający się pąk zasycha w obu przypadkach, opadają liście u jednej (na podkładce), nagle. Przypadek?




Paphiopedilum spicerianum – moja najstarsza roślina, po wielu przejściach i zmianach warunków. Jesienią zeszłego roku zbyt późno zabrałam do domu. Zapomniałam o biedaku. Zaliczył śnieg, były już w tym czasie trzy pąki kwiatowe. Dwa zaschły, jeden w pełni się rozwinął a całość marniała. Zimą wyglądała roślinka marnie, do tego doszły jeszcze wełnowce, które uwielbiają ten gatunek. Przeżyła, stoi sobie w ogrodzie i ma sporo młodych rozet.






Ascocenda Guo Chia Long x Lenavat
Liście w porządku, nawodnione, korzenie młode rosną. Kwitła niesamowicie, dwa pędy naraz. Proszę zobaczyć, zmiana warunków wodno/świetlnych. Lato słoneczne, miejsce ma to samo, wisi nad wodą w sąsiedztwie nawilżacza. Wilgotność bardzo wysoka w tym roku, chyba wpływ warunków zewnętrzych. Rano wskaźnik pokazuje 98%, to chyba dużo. W ciągu dnia po podlaniu, wilgotność też nie spada. A wydawało się, że wiem o wandowatych sporo. Dlaczego?



Pozdrawiam
ewka

PS
Pani Bożeno, dziękuję, ale nie czuję się ekspertem.

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Grażyna Siemińska
E-mail: g.sieminska@chello.pl
Data: piątek, 10 sierpnia 2007 20:32:57

Witam,

jak widać, ta minimalna nawet wiedza nie pomaga....

Moje "szafo-orchidaria" i akwaria są regularnie myte (Domestos, bo ma w składzie chloraminę), odkażane, a rośliny przeglądane kilka razy w roku, więc to raczej nie jest sprawa czystości... Mam filtr RO, więc zła woda odpada...

Wentylatorki w akwariach po 1-2, w szafach po 4, na ogół chodzą non-stop. Wyłączane są ew. na noc. Wszystkie szafy i akwaria mają zapewnioną wymianę powietrza z zewnątrz.

Świetlówki staram się wymieniać, może nie co roku, ale co półtora. Mam różne, i zwykłe (białe zimne i ciepłe) i Fluora dla roślin, zakres widma powinien być optymalny.

Kiedyś miałam akwarium dla nowych nabytków - takie dla kwarantanny - ale skończyło się miejsce na parapetach.... może teraz znowu do tego wrócę

Ale najważniejszym chyba czynnikiem - tu się zgadzam z p.Arkiem - jest zbytnie nagromadzenie roślin w tych "orchidariach". Wtedy nie zawsze widać te stojące w ostatnim rzędzie, a to może skutkować nie zauważeniem w porę niepokojących objawów... to takie moje obserwacje. Teraz jest luźniej i łatwiej rośliny obserwować. Może niektóre nie lubią towarzystwa innych rodzajów? . A może zrobić geograficzny podział? Ameryka w jednej szafie, Azja w drugiej...

Znam osobiście przypadek doświadczonego hodowcy, któremu po oprysku środkiem przeciwgrzybowym (wcześniej stosowanym) padło ponad 200 roślin, i to w niemałej szklarni.

Nie wyjaśnia to jednak generalnego "załamywania się" uprawy w orchidariach . Może jednak wspólnie uda się dojść do jakichś bardziej ogólnych wniosków?

Jerzy, a jak u Ciebie??? Odezwij się, przecież uprawiasz te śliczności dłużej niż my...

Pozdrawiam,
Grażyna

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Wanda
E-mail: wabert@tin.it
Data: piątek, 10 sierpnia 2007 22:11:38

Witam
troche zasmucona Panstwa obserwacjami
Uprawiam storczyki dopiero ponad rok wiec moja wiedza i praktyka sa jeszcze niewielkie.
Pozwalam sobie przyczoczyc wypowiedz p. Ewy Iwanczyk na temat szkodliwych wydzielin systemu korzeniowego
http://www.storczyki.org.pl/forum/wiadomosc.php3?forum=storczyki&watek=24251&nr=24275&ofs=0
zadajac Panstwu pytanie, czy Wasze rosliny byly okresowo przeplukiwane czysta woda i jak czesto byly przesadzane?

Z pozdrowieniami
Wanda



Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: ilona
E-mail: ilona@storczyk.pl
Data: niedziela, 12 sierpnia 2007 16:25:11
ponieważ staż łódzkich storczykarzy to przynajmniej 30 lat , i w tym czasie powstawało i marniało na moich oczach dużo wzorowo zbudowanych i prowadzonych orchidariów ,powstrzymałam sie ,na szczęście od tego typu wydatku- mając na uwadze doświadczenia innych kolegów .
U mnie po fali szalejących wełnowców ,które mimo walki ,wciąż mało przyjaźnie machają do mnie białymi czułkami , kolekcja powoli przychodzi do siebie ,choć jak pisałam przeżywałam chwile głębokiego załamania ...
Podziwiam wieloletnie utrzymanie w ryzach i przy życiu!!!! przez kilka lat biotopów akwariowych Lidki wystawianych co roku w Warszawie
Może jednak po wspólnej dyskusji uda się powstrzymać regres w orchidariach ,może to tylko choroby grzybowe ?
pozdrawiam

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Halina Roszkowska
E-mail: halina.roszkowska@paphiopedilum.pl
Data: niedziela, 12 sierpnia 2007 17:53:02
Ilono, orchidarium nie masz, ale akwarium przecież pamiętam. Czy Twój kryzys dotyczył tych w akwarium, czy w ogóle?
Lidki akwaria - to rzeczywiście optymistyczny przykład harmonijnego rozwoju roślin na przestrzeni kilku lat.

Ale właściwie to dyskusja się trochę miesza - pan Jurek pytał o dłuższe doświadczenia w szklarni, potem zaczęliśmy się koncentrować na orchidariach, a ja bym miała pytanie ogólniejsze - ile w ogóle lat udaje się uprawiać w sztucznych, nazwijmy to polskich warunkach. Jakie są doświadczenia w tym względzie osób, które uprawiają je rzeczywiście dłużej, tak jak np. Ty i wiele innych osób w Łodzi.

Moja najstarsza, pierwsza roślina (jest w dobrej kondycji) ma zaledwie 6 lat stażu u mnie na parapecie. Nie bardzo jest o czym pisać.

Pozdrawiam
Halina

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Marta Uścieńska
E-mail: martusc@o2.pl
Data: niedziela, 12 sierpnia 2007 20:05:07
Storczyki uprawiam na parapecie okiennym. Część roślin straciłam, część podarowałam, istnieje więc jakaś rotacja.Zgadzam się z poprzednimi ustaleniami ale moje Zygopetalum mackai mam od 1998r, zaś Cymbidium, biała hybryda, od ~1995 roku.Dwie hybrydy Phalaenopsis mają ok 8 lat. Wszystkie regularnie kwitną raz w roku [ falki prawie cały czas ], oprócz okresu po dzieleniu [ Zygopetalum i Cymbidium ]. Wydaje mi się że oprócz wszystkich wydedukowanych przyczyn istnieje osobnicza odporność. Coś jak u ludzi: długowieczna rodzina i rodzina w której większość ludzi żyła krótko.
Najciekawszy temat roku. Z powazaniem Marta

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Piotr Bałdyga
E-mail: baltyk@kowalska-stiasny.com.pl
Data: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 10:49:18
Witam,
nie mogę podać własnych przykładów (orchidarium nie mam, najstarszy parapetowy okaz, Phalaenopsis hybryda, po przejściach rośnie od wiosny 2003 roku), ale czy sprawdzali Państwo ile dany gatunek wytrzymuje w naturalnych warunkach? Wiem, że istnieją przykłady roślin wieloletnich np. olbrzymia Vanda Ewy, obecnie w szklarni Ogrodu Botanicznego. Poszperałem w źródłach i znalazłem informację, że np. taki Aerangis luteoalba dożywa zaledwie kilku lat... Może niektóre gatunki nie żyją wiecznie, a w namiastce stworzonych im u nas warunków naturalnych ten czas dodatkowo skraca się?

pozdrawiam,
Piotr

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Halina Roszkowska
E-mail: halina.roszkowska@paphiopedilum.pl
Data: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 11:38:20
No, celne spostrzeżenie, Piotrze!
Pamiętam, jak się kiedyś mówiło o Onc. pusilla, że jest właśnie krótkowieczne.
Ale sympodialnych nie powinno to dotyczyć. W Ogrodzie krakowskim jest roślina przywieziona przez samego Warszewicza i jest to oczywiście n-te pokolenie.
Mam nadzieję, że jeszcze jest...

Pozdrawiam
Halina

Strona:    [1] 2  3  4  5    Następna

Powrót do grupy


© Copyright 2026 Orchidarium.pl